Autor : Bogusław Adamowicz

Klęska

Konwalie...żółte jaskry...i jak perły duże

Łez...drżące nenufary na wieczornej wodzie...

Jęk szklanych strun fontanny po bladym marmurze

Łkał...Szedłem zbierać kwiaty w marzenia ogrodzie...

Żagle wzdęte, jak pióra szybujących ptaków.

Szumiały; w okrąg burza ryczała straszliwa...

Płynąłem ku ojczyźnie pianą grzmiących szlaków,

Chciałem przybić do lądu w złote święto żniwa...

Pracowicie jak karzeł gromadząc tworzywo,

Budowałem świat szczęścia, świetlistszy, niż zorza;

Z gwiazd ubiłem gościńce, tęcz wzorzystość żywą

Przesnułem na kobierce łąk, na świat morza...

Słońca wniwecz rozbito, w gruz zwalono światy,

Błękity sklepień piorun roztrzaskał na dwoje -

Gdzieżeś twórczy aniele, bracie mój skrzydlaty,

Jutrznio słodkich ukochań, gdzie królestwo twoje?!...

Na bladym odwieczerzu widać dym promieni

Gasnących...słychać lament konających blasków...

Przez duszę ciągnie smutek..bije żal w przestrzeni...

Morze z wolna przypływa...łoskot fal..szmer piasków

sprawdź inne wiersze autora