Autor : Krzysztof Kamil Baczyński

Astronomia

Stojąc pod niebem bez góry i dołu

tętnię dojrzały do wielkości gwiazd.

Własnych zaklęć ogromne koło

krążę po niebie płynącym w czas.

W sklepieniu cichym jak śmierć słowików

nagle porywa mosiężny cyklon

i tylko ludzie zostają - podobni

rozdartym nad śmiercią cyrklom.

A tu dzwonią światy obojętne,

maczek gwiazd zamieniony w kosmos,

rosną groźnie światy obojętne,

przybliżone planety rosną.

Oto droga bez góry i dołu.

Kto widział nieba zamknięty strop?

Oto przestrzeń trójkątów i punktów,

linie dłoni przedłużone w głąb.

Wtedy w sen pierwotniejszy od planet

płyną masy coraz dalszych kół.

O, rozrąbać cień meteorów ciosem

snu jak toporem: na pół!

sprawdź inne wiersze autora