Autor : Krzysztof Kamil Baczyński

Bajka

Ludzie prości i zbrojni, więc smutni,

wchodzili na okręty omszałe;

niebo grało podobne do lutni

srebrnej chyba i kwiatem pachniało.

Od uliczek rzeźbionych w cieniu

szła procesja czy biały świt

i świergotał jak ptak na ramieniu

żywot mądry rosnących lip.

Potem morza dzieliły się, tarły

szorstką skórą bokiem o bok;

coś wschodziło, a potem marło,

nie odgadnąć: przez dzień czy rok.

Gwiazdy były nisko jak gołębie.

Ludzie smutni nachylali twarz

i szukali gwiazd prawdziwych w głębi

z tym uśmiechem, który chyba znasz.

Potem lądy się otwarły jak bramy,

góry mrucząc prowadziły pod obłok,

więc rzucali w fale nieba kamień,

żeby zmierzyć głębie nieba pod sobą.

I na wiatrów rozłożystych wydmach

sieli drzewek młodziutkich las,

i marzyli złotych dębów widma

z tym uśmiechem, który chyba znasz.

Aż wyrosły krzepkie i jasne,

jakby wody przezroczysty płaszcz,

więc patrzyli jak na serca własne

z tym uśmiechem który chyba znasz.

No, i stolarz schylał z wolna głowę

i wyciosał przez czas niedługi

dla nich wonne trumny dębowe,

a dla synów ich dębowe maczugi.

Więc odeszli. Śpiewał obcy czas.

Więc odeszli przez powietrza białe strugi

z tym uśmiechem który dobrze znasz.

23 VI 44 r.

Śpiew z pożogi, 1947

sprawdź inne wiersze autora