Autor : Krzysztof Kamil Baczyński

Kiedyś cisza

W tym domu na szczycie najwyższej palmy wschodu

będą drzwi uchylone dla smutku jak drzwi do ogrodu.

Jak o lasce, o dzwonach wypukłych przyjdzie ten sam zachód,

który poznamy po twarzy zmęczonej i po lat zapachu.

To może być w tyrolu zielonym, w himalajach i w alpach,

wychyną krainy, zwierzęta i oceany, tylko dłużej w dal patrz.

Twoich oczu nie zasłoni nikt i wieczór ciszej zwęży

jar naszej troski i spokój zawiesi jak księżyc.

Fantastycznym motylom gwiazdy rozszerzą się - skrzydła,

z muzyką odpłyną komety, kiedy już świadomi wrośniemy w zielony widłak.

Od oczu do oczu będą lecieć ptaki, księźyce, lat smutek,

gdy łagodne zwierzęta morza przywiozą tysiąc dziecięcych wspomnień i łódek.

Koniki polne zamieszkają w naszej dalekiej pieśni,

gdzie co krok będzie dalej o zieleń, żródlaniej i leśniej.

Niebieskie ichtiozaury o oczach spęczniałej krowy

przyniosą naręcza róż szklanych, przestrzeń ogromną i wieków spowiedź.

Na szczycie wiatru zatkniemy zielony wierzbowy patyk,

a oswojony ocean będzie jeść z twych rąk zielone żuki i kwiaty.

Gdy deszcz, przyjdą koty czepne jak oset

i psy wyjące ze wszystkich bud otrzeć o ciszę twoją szorstkie włosy.

Spójrz głębiej i zobacz w jakimś końcu świata

w muzyce drzew kwitnących pejzaż z zielonej rafii.

Dziś te drogi całego świata prowadzą przez mały kwadrat twojej fotografii,

przez oczy moje,

a kiedyś

w domu na najwyższej palmie wschodu

będą drzwi uchylone dla smutku jak drzwi do ogrodu.

9 X 40 r.

KB

sprawdź inne wiersze autora