Autor : Krzysztof Kamil Baczyński

Lincz

Przerażone nocą oczy okien

zaświeciły w ulicę plamami,

zakwefione ulice głębokie

ziały pustką - czarnymi ramami.

Rozpostarty nad czeluścią ulic

krzyk się łapie ściany rozpaczliwie,

do szyb drżący, dźwięczący się tuli,

rozpętany w bruku twardej grzywie.

A tłum wciąż rósł

i krzyczał, wrzał,

plątał się w gruz

straconych chwil....

tłum w oczach rósł

nalanych krwią... ...i cisza znów...

...a szyby drżą... nie!!!

biegnął już... butami w bruk.. ulica drży... wybija takt...

tysiącem nóg...

tysiącem kroków

krzyczy bruk...

serce kamieniem w piersi zamarło,

strach śliską łapą

ściskał za gardło cienie szarymi

gonią palcami... ...cienie goniące

...szmnią po ziemi... Zaplątały się ulice przędzą

bez wyjścia...

a kroki stukocą i pędzą...

dopadli...

Tłum się skłębił czarnym wężowiskiem,

ręce! grożą pięściami zawarte, ręce! łapią od chciwości śliskie, ręce! szarpią ubranie rozdarte.

Znów latarnie kiwają się w mroku,

gdzieś zamiera cicho echo kroków,

noc wylała w ciszy czarną rzeką, szmata ludzka... na bruku... skrwawiona...

symbol dwudziestego wieku...

sprawdź inne wiersze autora