Autor : Krzysztof Kamil Baczyński

Rodzicom

A otóż i macie wszystko.

Byłem jak lipy szelest,

na imię mi było Krzysztof,

i jeszcze ciało - to tak niewiele.

I po kolana brodząc w blasku,

ja miałem jak święty przenosić Pana

przez rzekę zwierząt, ludzi, piasku,

w ziemi brnąc po kolana.

Po co imię takie dziecinne?

po co, matko, taki skrzydeł pokrój?

Taka walka, ojcze, po co - takiej winie?

Od łez ziemi krwawo mi, mokro.

Myślałaś, matko: "On uniesie,

on nazwie, co boli, wytłumaczy,

podźwignie, co upadło we mnie, kwiecie

- mówiłaś - rozkwitaj ogniem znaczeń".

Ojcze, na wojnie twardo.

Mówiłeś pragnąc, za ziemię cierpiąc:

"Nie poznasz człowieczej pogardy,

udźwigniesz sławę ciężką".

I po cóż wiara taka dziecinie,

po cóż dziedzictwo jak płomieni dom?

Zanim dwadzieścia lat minie,

umrze mu życie w złocieniach rąk.

A po cóż myśl taka jak sosna,

za wysoko głowica, kiedy pień tną.

A droga jakże tak prosta

gdy serce niezdarne - proch.

Nie umiem, matko, nazwać, nazbyt boli,

nazbyt mocno śmierć uderza zewsząd.

Miłość, matko - już nie wiem, czy jest.

nozdrza rozdęte z daleka Boga wietrzą

Miłość - cóż zrodzi - nienawiść, struny łez.

Ojcze, broń dźwigam pod kurtką,

po nocach ciemno - walczę, wiary więdną.

Ojcze - jak tobie - prócz wolności może i dzieło,

może i wszystko jedno.

Dzień czy noc - matko, ojcze - jeszcze ustoję

w trzaskawicach palb, ja żołnierz, poeta, czasu kurz.

Pójdę dalej - to od was mam: śmierci się nie boję,

dalej niosąc naręcza pragnień jak spalonych róż.

sprawdź inne wiersze autora