Autor : Krzysztof Kamil Baczyński

Złodziej

Noc łopotem przybiegła nad miasto

trzepocząca po gardle skrzydłami,

w zmatowiałych pryzmatach powietrza

asfalt światłem latami się łamie.

Usta głodem przelękłe klękają,

już zasłabłe męką niepokoju,

na szkle wystaw noc się głębią zsiadła,

ręce latarń w żółtym świetle stoją.

i noc...

chleb zza wystaw uśmiecha się piekłem

(niedojrzałe myśli w mózgu mdlące),

syte ciszą wystawowe szyby

mdlą uśmiechem, aż w gardle parzącym.

Palce biegną, niespokojne lękiem

(nerwoświatłem mimają gdzieś szyby),

chcę coś mówić, a myśli głód skręca,

serce pulsem chce z nocy się wybić.

Chcę coś krzyknąć, a usta zamknięte,

w noc uciec, a domy mnie gniotą,

tylko szyby jedzeniem nabrzmiałe

zagryzają mi usta niemotą

ręce są już nie moje, zdrętwiałe,

zbuntowane czerwienią od mrozu,

biegną, krzyczą purpurą jak walka,

rwą na strzępy myśli ścięte grozą

szyba

pękła niespodzianym krzykiem,

szkło wyprysło rakietami w ciemnie

uciekały ulice gdzieś, nocą

puste śmied1em, biegnące beze mnie...

sprawdź inne wiersze autora