Autor : Krzysztof Kamil Baczyński

Znowu Jesień

A oto już i jesień. Ptaki są jak dłonie,

jak dłonie pożegnalne nieba dla złej ziemi.

Płaczmy czasu, ach, płaczmy z sercami żywemi,

smutni tacy, samotni, nie nazwani dniem.

Już nam pokazał Bóg czy szatan krwawe miasta,

w których jeno się dymy z wolna unosiły

jak umęczony anioł nad kolebką śmierci.

Już nam ten nóż przytknięty aż do serca wrastał,

tak długo trwał przy piersi, a gruzy mówiły

i każde drzewo martwe wraz z nimi śpiewało:

"Otoć się w proch obracasz, nieobaczne ciało".

Jest że coś ponad ciemność? - pytaliśmy płacząc,

gdy spośród stolic martwych nikt nie wyszedł do nas,

i staliśmy w ciemności, gdzie się nie napotka

dłoń z dłonią, a wzrok bliźni widać tylko w gromach.

I tylko dudnił wiatr przez ulic puste groby,

i śnieżyce powoli nakrywały głazy,

i byliśmy jak mroczne, niewierne wyrazy,

gdy świat opadał z powiek jak gwiazda czy łza.

Jak poznać ziemię głuchą? jak nazwać te lądy,

gdzie dzieci konające są jak starcy we śnie

i już nie znają słów, ninl je pojęły jeszcze,

i kraje, gdzie się nigdy nie usłyszy mowy,

a dłonie, każde dłonie, są jak mroźne kleszcze"

A ato już i jesień. Drzewa są na nowo

żaglami martwym domom, skrzydłami martwym snom,

jakby nie powstawały nad rozrąbaną głową,

jakby nie było kolumn roztratowanych rąk.

I człowiek idzie obok, ach, chyba już nie człowiek,

pień taki, wypalony, co znów zapomniał nieba,

i krzyczy, kiedy we śnie na poczerniałej słomie

przychodzą znów boleśni, milczący aniołowie.

12 wrzesień 1942 r.

Warszawa

sprawdź inne wiersze autora