Autor : Felicjan Faleński

Obrachunek z sobą

Jak rozpryśnięta tęcza w ranek letni

W łzach świeżej rosy odkwita -

Jak się odświeża pieśń pastuszej fletni

W milczących gęszczach odbita -



Tak prysłych złudzeń budowa wspaniała

W łzach mych promieni dla ludzi,

Tak pieśń, co dla mnie dawno już przebrzmiała,

Drugim się w piersi mej budzi.



Jako pędzona trwogą wśród manowca,

Gdy się od stada odbije,

W cierń niegościnny uwikła się owca,

Nie chcąc iść w ślady niczyje -



Miałem tak dużo, a dziś mam tak mało!

Moi gdzieś za mną zostali -

Na każdej cierni ze mnie coś zostało -

A jam szedł dalej i dalej.



Drudzy pomarli śmiercią tylko ciała,

Ja bom miał inne konanie -

Konała we mnie dusza, aż skonała,

Śmierć zwłoki tylko zastanie.



Ja umierałem po trosze, jak smakosz

Niechętny końca słodyczy -

A com? i wielem przesmakował? - wszakoż

Nikt się już dziś nie doliczy.



I po co liczyć? któż tam dojść już zdoła,

Czym wielkiem szastał, czy małem:

Miałem coś wprzódy, dziś nic nie mam zgoła,

Więc wszystko wydać musiałem.

sprawdź inne wiersze autora