Autor : Konstanty Maria Górski

Amor i Psyche

Psyche uciekła z domu, gdy w ramiona

Wziął ją raz Amor, i dziś, jego żona,

Mieszka wśród bogów, lecz się z nimi nudzi,

Rwie do dzieciństwa, do swoich, do ludzi.

Dzfeń cały błąka się niema, ucieka,

Gdy męża ujrzy, i tylko gwiazd czeka,

By udać ciche spanie, bo skrzydlaty

Małżonek w szale wpada do komnaty.



Gdyby dziś mogła na ziemię powrócić,

Już by nie chciała, miłosnych powieści

Słuchać, marzeniem snów dziewiczych kłócić,

Ni kochać w duszy białej i niewieściej.

Dzisiaj już Psyche to wie, jaką zgubną

Silą jest miłość, złą i samolubną,

Wie, że kochaną, kochającą duszą

Tylko się ciała pożądliwe kuszą,

Że kiedy między dwojgiem istot padnie

Raz słowo "kocham" i zwiąże je żdradnie,

To już w Astarty tajemnym obrzędzie

Jedna ofiarą, druga katem będzie.



Gdyby tak uciec skrytą, cichą nocą!

Lecz mąż jej pragnie i więzi przemocą,

A patrząc na jej bladość, w głuchym gniewie,

Trwa i klnie ślepe wyroki, bo nie wie,

Czego tej dziwnej kobiecie potrzeba,

Kiedy ją kocha on, jasny bóg z nieba?

Nie wie, że kiedy bierze ją w ramiona,

Jest najsmutniejsza i osamotniona.



I tak w tęsknocie żyje nieustannej

Psyche, a pierś jej wzbiera ciężkie łkanie,

Gdy ze smug fali drżącej Helios ranny

I mąż jej z łoża nareszcie powstanie.

Z gór wtedy śledzi: nad rzekami ziemi

Puch piór łabędzich smugami srebrnemi

Zaległ, i Psyche tęsknie, pilnie patrzy,

Jak jej odsłania ziemię coraz rzadszy

Pomrok. I naraz wstrząsa nią znów całą,

Dreszcz, jako dzieckiem, co długo płakało.

Chciałaby o tym zapomnieć, co bylo,

Jak sen odgarnąć lub nakryć mogiłą.



Helios już górą, bogów tłum się roi

I Psyche idzie wzdłuż świętych podwoi,

Słuchając, czy jej jaki głos - nie zbudzi,

Nie powie: "wolnaś, powracaj do ludzi".

Aż nie wstrzymana niczym, zapłakana,

Pada przed wielkie bogi na kolana

I tak przed nimi w rozpaczy się żali:

"Na toż - to moja piękność nie więdnąca,

Czyście mi na to nieśmiertelność dali,

Bym od miłości cierpiała bez końca?"

Ale się bogi śmieją, w jasny ranek

Od swoich ziemskich wracając kochanek,

I Psyche próżno w oczach bogiń czyta,

Czy nie odezwie się w której kobieta.

Więc wraca w gorzkiej i samotnej dumie,

Że nikt wśród niebian skarg jej nie rozumie.

sprawdź inne wiersze autora