Autor : Konstanty Maria Górski

Qalatta

Z wolna szli Grecy pustynią bez końca,

Marznąc przy gwiazdach, padając od słońca.

I już zwątpili, czy kiedy powrócą

Tam, gdzie za nimi niewiasty się smucą.

Więc aby w gnuśnej nie marli rozpaczy,

Xenofont hufiec junaków wyznaczy:

Niechaj szukają, czy nie ma gdzie rzeki,

Czy nie bieleje jaki gród daleki?

Może przyjazny, a może go zdradną

Wezmą namową lub silą napadną...



Na wzgórzu stanął jeden z przedniej straży,

Ręką cienisty czyniąc dach dla twarzy.

Podbiegi i nim się opamiętać może,

Już dzidę w górę wzniósł i krzyknął: "morze!"



I okrzyk "morze!" rósł pomiędzy Greki.

Dziesięć tysięcy było ich wśród spieki,

Dziesięć tysięcy w krainie dalekiej.

A tam gdzie jarzmo dwóch gór się rozprzęga,

Stanął im w oczach pas u widnokręga,

Jak granatowa, mieniąca się wstęga.



Za sinym morzem jest kraj ulubiony,

Dokąd na łodziach skrzydlatych przybędą

I skąd ku falom tęskne patrzą żony,

Gdy niewolnice u ogniska przędą.

sprawdź inne wiersze autora