Autor : Konstanty Maria Górski

Venus libitina

Śmierci, miłości nie chroń się, człowiecze,

Śmierci, miłości żaden nie uciecze...

Tak dumał stary mistrz i uczcił obie

Potęgi, stawiać Kiprydę na grobie.

Ona królową szerokiego świata.

Choć nie dostroi serc, to dłonie splata

I gdy się duszy człowieka nie ima,

Jeszcze go zwabi licem i oczyma.

Aż nie zapragnie nowych ślubnych godów

I chcąc mieć młody świat dla młodych rodów,

Dawnych swych ofiar dla wód FIagetonu

Nie zagna - pani miłości i zgonu.



Kochając ciebie, wiem, że kochać muszę.

I choćbyś miała Klitemnestry duszę,

Jak długo czarne, miłosne twe oko

Patrzeć mi w duszę słodko i głęboko

I w blasku uczuć jak w słońcu lśnić będzie,

Mnie do twych kolan upadać w obłędzie.

I choćbym wiedział, że szpetna rozpusta

Do twoich świeżych warg przybliża usta,

Do tych różanych warg, co w snach mię nęcą,

Jeszcze z prostotą ściskałbym dziecięcą...

I choćbym ujrzał, że oddajesz skrycie

Dla marnej chluby szczęście me i życie,

Dawne bym modły kłamał i zaklęcia,

Byle cię chwycić jeszcze raz w objęcia.

A po skonaniu, jak Greki na grobie

Chciałbym Kiprydę mieć, podobną tobie,

W marmurze kutą...

Niech dłoń Afrodyty,

Co miłość niosła, niesie sen niezbyty.

sprawdź inne wiersze autora