Autor : Konstanty Maria Górski

Z Moschosa

Kiedy się morze ukoi, kładzie się gładkie i sine,

W sercu ochota urasta: idź na błękitną równinę!

Ląd mi z pamięci uchodzi, tęskność wypędza na morze.

Lecz gdy się w głębiach zapieni, w krzywe bałwany poorze,

Z rykiem do brzegu się wali, białymi wierchy powstaje,

Wtedy ja oczy obracam - na ziemię cichą, na gaje.

Ląd mię pociąga spokojny i cieniem wabią mię drzewa.

Tam i wśród wichrów szalonych pinia melodią mi śpiewa.

Biedny, zaprawdę, jest rybak, łódź jego jednym mieszkaniem,

Polem zaś morze, a połów trudny i żmudny jest na nim.

Mnie niechaj senność ogarnia, w cieniu platanów kojąca,

Senność nad brzegiem strumienia, co trawy cicho potrąca

I nie zatrważa sąsiada ani marzenia mu zmącą.

sprawdź inne wiersze autora