Autor : Maria Konopnicka

Antonio

Cicho płonie zachód zloty,

W lunach ciągnie klucz żurawi...

Przy ognisku z kukurudzy

Słucham, co Antonio prawi.



Głowa drżąca, głos już głuchy,

Ale jaki gest szeroki!

Gdy zakreśli pole bitwy,

To od ziemi - pod obłoki!



Gdy zakreśli pole bitwy,

Widzisz - Włochy wygrać muszą!

Zaś potencja cała wroga

Ledwo że się wymknie z duszą.



A gdy wzniesie rękę drżącą

Do słonecznej skrawej tarczy,

Widzisz - lonty u harmaty,

Słyszysz palbę, jak gdzieś warczy.



Twarz spalona w żarach boju,

Nagie piersi, naga szyja...

- Chryste, jak on wąsy jeży!

Jak szczudliskiem swym wywija!...



-Stracił nogę? No, to stracił!

A co wygrał, to zostało;

Sam generał mu tę ranę

Wiązał chustką swoją białą!



Sam generał!... - Umilkł, patrzy,

Jakąś wielką ściga marę...

Dym, co obwiał pole bitwy,

Gryzie oczy jego stare...



I ja patrzę w zachód złoty

I w ciągnących klucz żurawi...

- Co wart Tacyt, co Swetoniusz,

Gdy Antonio stary prawi!



Czy z nich skrzeszesz jedną iskrę

Z tych, co jemu w oczach płoną,

Kiedy zwiesi głowę siwą

Na koszulę swą czerwoną?

sprawdź inne wiersze autora