Autor : Maria Konopnicka

Bądź silnym

Bądź silnym, bracie! Skrzydłami orlemi

Bij chmury, co ci grożą nawałnicą...

Nas dnie tak smutne, tak ciężkie, zrodziły,

Że wielkiej ducha potrzeba jest siły,

By nie zagasnąć krwawą błyskawicą

U jakiejś wczesnej, samotnej mogiły,

Lecz żyć na pełnej łez ziemi.



Bądź silnym! Niech twe młodzieńcze ramiona

Podźwigną brzemię, uniesień twych godne...

Niech miłość bratnia pierś twoją rozszerzy...

Póki w ciemnocie choć jeden duch kona,

Póki choć jedno serce, prawdy głodne,

Nie wie, do czego przykuć swe pragnienia;

Nie wolno spocząć żadnemu z szermierzy

W ciszy własnego istnienia!



Bądź silnym! Życie swą wagą przygniata

Tych, co bez steru, bez woli, bez mocy,

Wśród tłumu zjawisk i sprzeczności świata

Błądzą, wypadków uniesieni ruchem,

Własnym swym czynom nieobecni duchem,

Jako lunatyk skroś nocy...

Ziemia się na nich nie wesprze, zaiste!

A ludzkość nigdy w pochodzie nie liczy

Tych, co przed walką cofnąwszy się - giną

I poza duchów wytrwałych dziedziną

Tak znikną, jako ów cień tajemniczy,

Gdy wschodzi słońce przeczyste.



Garstka szlachetnych, co przyszłość zdobywa,

Jest jako luźne, słoneczne ogniwa,

Które się w całość połączyć nie mogą...

I brak im może właśnie twego ducha,

By zamknąć kręgi wielkiego łańcucha,

Co glob opaszą i nową pchną drogą.



Bądź silnym, bracie!... Ach, ja bym pierś twoją

Pragnęła zakuć diamentową zbroją

Przed ziemskie) żądzy palącym oddechem,

Co cię porywa w pełną wichrów drogę,

Przed zatrutymi zwątpienia strzałami,

Co biją w ciebie jako błyskawice...

Lecz jestem sama słabą i nie mogę

Być tarczą twoją, choć stoję przy tobie

Z rozpostartymi, jak siostra, rękami

I patrzę w twoje gasnące źrenice

I na twe usta, co bluźnią uśmiechem

Tajemnej ducha twojego żałobie,

Jak bluźni róża czarnej sierot szacie;

I próżno ciebie chcę obronić łzami

Przed skwarem życia, co pierś twą wysusza,

I próżno, patrząc, jak kona twa dusza,

Wołam: Bądź silnym, o bracie!...



Bądź silnym! Ziemia pod stopą się chwieje...

Stać trzeba z męskim wytrwaniem wśród burzy...

Ten, kto nieść będzie pochodnię-nadzieję

I zatknie sztandar zwycięstwa na szczytach,

Kto ducha swego odciśnie z lwią siłą

Na wieku swoim - ten, komu ta cała

Ziemia jest jakby niezastygłą bryłą,

Co jego piętna czekała -

Ten tylko imię "człowieka" wysłuży

W nieśmiertelności błękitach!

sprawdź inne wiersze autora