Autor : Maria Konopnicka

Cytara Tymona

Na rynku w Skias ciżba wre,

Zajadle lud się tłoczy;

Na smagłe lica bucha gniew,

Jak żagwie płoną oczy.



Rąk wyciągniętych cały las

Drga urąganiem wściekłym,

A krzyki, klątwy, wzgardy śmiech

Powietrzem lecą spiekłym.



Jak w górach wicher drzewa gnie,

Tak ludzkie gną się szyje;

Jak burza, tak ta ciżba głów

Przewala, pcha się, wyje...



Nie pomni Skias, odkąd nim

Wysoki Olimp władnie,

By w rynku jego taki tłum

Tak tłoczył się bezładnie.



Kobiety, dzieci, kto tam żyw,

Na kulach starce drżące,

Wszystko to pędzi, jak na dziw,

A z góry świeci słońce.



I złotych blasków leje zdrój

Z lazurów greckich ciszy

W ten ludzki wrzątek, w mrowie to,

Co oburzeniem dyszy.



I rzuca złoty promień swój

Na słup wkopany w piasku,

Co dwa ramiona, zbite w krzyż,

Podnosi w cichym blasku.



Ten słup - to pręgierz wzgardy jest,

To na bluźnierców kara;

Lecz teraz na nim, lekko drżąc,

Kołysze się cytara.



Nie czterostrunna lira to,

Nie ten tetrachord stary,

Na którym piano bogom pieśń

Doryckiej, zbożnej miary.



Na dźwięcznej desce dziesięć strun

Wysrebrza się pod słońce,

A lekki wiatr oblata ją

I budzi echa drżące...



Cytarę ową zrobił mistrz

Z najprzedniejszego drzewa

I dał jej duszę, dał jej głos,

Co jako ptaszę śpiewa.



Z Miletu Tymon przyniósł ją,

Ukrywszy pod opończą,

I szła, na sercu brzęcząc mu

Piosenką swą skowrończą.



I tak radośnie na wskroś pól,

Przez cudny kraj otwarty

Do Skias wracał, gdzie miał ród,

Do swej ojczystej Sparty.



Surowy pieśni dawnej ton

Nieraz go chwytał w sidła,

Gdy, jako orzeł w słońcu, chciał

Rozwinąć oba skrzydła...



Nieraz więziły go, jak mur,

Te ciasne struny cztery,

Gdy ręką nowych szukał brzmień

Do szerszej tęsknot sfery.



Więc cieszył się, że nowy dźwięk

I nową pieśń dobędzie;

Lecz baczny efor zabrał mu

Mistrzowskich rąk narzędzie.



Ten sam to był, co struny dwie

Na złotej zerwał cytrze,

Gdy Frynis z Lesbos przyniósł ją,

Dodawszy promion chytrze.



Od wieków Sparcie było dość

Na czterostrunnej lirze,

Od wieków był tetrachord w czci

W Tessałii i w Epirze.



Na pierwszej strunie pean brzmiał

Ku wiecznych bogów chwale,

Na drugiej piano smętny tren,

Umarłym ojcom żale -



A z trzeciej szła wojenna pieśń,

Gdy Ares brał obiaty,

Przy czwartej hymeneów dźwięk

Do ślubnej wiódł komnaty.



I dosyć było czterech strun

Na wszystkie sprawy życia,

Na wszystkie drgnienia ludzkich dusz

Do trumny od powicia.



Kto wie, do czego nowa pieśń

Na nowych strunach służy?

Odmawia może bogom czci?

Obyczaj dawny burzy?...



Ludowi może wieścić chce

Sny jakieś, jakieś mary?...

Od razu lepiej zniszczyć złe,

Uchronić zwyczaj stary!



Więc gniewny efor sroższą dziś

Wymyślił jeszcze karę

I wielostrunną w rynku w Skias

Obwiesić dał cytarę.



A obwoływacz, miejski zbir,

Od domu szedł do domu,

By przykład się ten głośny stał

I miasto strzegł od sromu.



Zakipiał wieścią w Skias lud,

I biegnie młody, stary,

By urąganiem zwiększyć swym

Wiszącej kaźń cytary.



Jak Pelion, kiedy śniegi swe

W doliny rzeką puści,

Tak huczy ten wezbrany gniew

Z tysiąca ust czeluści.



I pada kamień, pada proch

I ślina wzgardy leci

Na tę bezbronną cichą gęsi,

Co drży i w słońcu świeci.



Lecz nagle Tymon rozdarł tłum,

Cisnący sią dokoła,

I śmiało podszedł pod sam słup,

I śmiało podniósł czoła.



Na smagłej twarzy gniewu żar

Z bladością walkę toczy,

Wysoko bije młoda pierś,

Goreją wzgardą oczy.



"Spartanie! - woła - odkąd to

Apollo zdał swe moce

W efora ręce, co go lży

I lirę mu druzgoce?



Odkąd to boski Zewsa ptak

Schwytany ma być w sidła,

Kiedy w błękitów wolnych szlak

Podnosi wolne skrzydła?



Odkąd to pieśń, ten złoty zdrój,

Ma w biegu być cofnięta,

Przeto iż efor powie: Stój!

I wolnej - włoży pęta?



Odkąd to - pytam Skias tu

Z purpury jest odarta?

Czy już wolnego nie ma tchu

W swych piersiach nasza Sparta?



Widzę tu motłoch, lecz gdzie lud,

Przed którym mógłbym śmiele

Przyszłości pieśnią wieszczyć cud?

Gdzie są obywatele?



Jak sępy mściwe, które rwą

Prometejowe łono,

Tak spada dzicz na lirę mą,

Słonecznie ostrunioną.



Wysoki Zeus przecież mi

Tę łaskę swoją dawa,

Że pieśń zduszona głośniej brzmi,

Niźli eforów prawa.



W wnętrznościach moich słyszę ją,

Tę pieśń ogromnej miary,

Jak się wskroś lądów i wskroś mórz

Z tej niemej rwie cytary!



Od jońskich brzegów aż po toń

Egejskiej modrej fali

Niesie ją złoty Feba koń,

Co się w jutrzenkach pali...



Z Ety mi gdzieś tam biją w słuch

Potężnej pieśni tony,

Od Chios sią podnosi duch,

Skroś wieków uwielbiony...



Mówicie: czterech strun mam dość,

By piać ku bogów chwale?

A któż to pieśni wzbronił rość,

Jak rosną morza fale?



A kto jej wzbronił róść, jak las,

Od ziemi aż do nieba?

Kto jej zamierzył kres i czas,

Gdy zmilknąć jej potrzeba?



Kto mi tajemnych duszy drgnień

Śmie liczbę trzymać w ręku?

Kto może wiedzieć, ile tchnień,

Ile mam w piersi jęku?



Kto liczył, ile boskich strzał

Rzuca mi słońce złote,

Gdy lirę chwytam, abym grał

Nadzieję, ból, tęsknotę?



Kto porachował gwiazdy te,

Których harmonię słyszę,

Gdy noc wiosenna wonie tchnie

W szeroką ziemi ciszę?



Wiecież, jaki jest pęd i ruch

W nie narodzonej pieśni?

I gdzie ją niesie skrzydłem duch

I jakie światy prześni?



A ja zaprawdę mówię wam:

Idzie już czas i pora,

W której duch zerwie fałsz i kłam

Hańbiących praw efora!



Zaprawdę, chwila idzie już,

Kiedy ta ziemia cała

Pod srebrem rzek, pod złotem zbóż,

Jak lira, będzie stała!



I milion strun ozwie się z pól,

I pieśń popłynie wolna;

I wyda rozkosz, i wyda ból

Najlichsza trawka polna.



I każda łza tych chłodnych roś,

Które po łąkach stoją,

Znajdzie swój krzyk, znajdzie swój głos

I trąci strunę swoją!



I milion strun ozwie się z chat,

Gdzie milczy dziś helota,

I stanie Grecja, stanie świat,

Jak jedna lutnia złota!



A na tej lutni wieczny duch

Swe jasne palce złoży

I zadziwionym ludom w słuch

Pieśń wpadnie nowej zorzy!



I wionie ziemią wielki mir

I zestrój, i pogoda...

A ta największa będzie z lir,

Co strun duchowi doda!"



Mówi - a każde z jego słów

O piersi tłumu trąca,

A w blaskach stoi kaźni słup

I brzęczy cytra drżąca...

sprawdź inne wiersze autora