Autor : Maria Konopnicka

Czy warto?

I cóż z tego, że geniusze

Nieśmiertelne dzieła tworzą,

Że myśliciel swoją duszę

Na świątynię zmienia bożą?

I cóż z tego, że w tęsknocie

Do wieczystej prawdy zdrojów

Duchy, pełne niepokojów,

Jako orły rwą się w locie?

I cóż z tego, że przestrzenie

Światła, ciszy i błękitów

Myśl, słonecznych pełna świtów,

Ukochała nieskończenie?

I cóż z tego, że są duchy,

Co się trawią własnym żarem,

Póki świat dźwiga łańcuchy

I w bezprawiu tonie starem?...

Że wskroś wieków, jak kometa,

Gorejąca myśl przelata,

Że duchowy gdzieś atleta

Podwaliny wstrząsa świata,

Że jest serce, które płacze

Nad niedolą wieku swego,

Że są ścieżki, gdzie tułacze

Idą smutni - i cóż z tego?

Wszak na ziemi tu, wśród tłumu,

Co pięściami się rozpycha,

Wśród zamętu, krzyku, szumu,

Gdzie sto żądz naraz oddycha,

Ani jedno próżne słowo

Na warg brzegu nie zastygnie...

Ani jedna myśl w malignie

Nie zbudzi się świeżą, zdrową...

Ani jeden uśmiech pusty

Nie powstydzi się, że lata,

Różowymi tchnięty usty,

Nad ogromem nędzy świata...

Ani jeden strój balowy

Nie zużyje mniej krwawicy,

Ani jeden kwiatek z głowy

Nie wypadnie tanecznicy...

Ani jedna wina czara

Nie drgnie w dłoni biesiadnika...

Samolubna żądza dzika

Nie wymówi: "czyn, ofiara";

Ani jedna pierś zamarła

Ogniem ducha nie zapłonie,

Ani jedna wielkość karła

Nie zachwieje się na tronie...

Tłumu śmiechy i oklaski

Nie ominą arłekina,

Gdy wieczornych zórz godzina

Z wstydu gasi swoje blaski...

Ani jeden duch służalczy

Nie podniesie zgiętej skroni

I nie rzuci ten, co walczy

O garść złota, nędznej broni...

Żadna podłość, żadna zdrada,

Żadna hańba, co się ima

Mroków nocy, drżąca, blada,

Nad przepaścią się nie wstrzyma!...



Ach! gdy wszelka rana ziemi

Bez ratunku jest otwartą,

Płakać łzami gorącemi,

Tęsknić, konać - czyż to warto?

sprawdź inne wiersze autora