Autor : Maria Konopnicka

Kaliszowi

Dobre słowo, dobrą wieść

Radabym wam, bracia, nieść.

Jak skowronek ponad rolę

Wzlatać, śpiewać lepszą dolę

Lepszą dolę, jasne dnie...

Lecz mam w oku łzę.



U tych znanych stojąc bram

Pozdrowienie daję wam.

Pieśń nadziei, uśmiech błogi

Nieść bym rada w wasze progi,

Wzbudzić w sercach bratni dźwięk....

Lecz mam w piersiach jęk.



Na dzień jeden i na noc

Nieść bym chciała cudu moc.

Zimne duchy zapłomienić,

Żywych porwać, słabych zmienić,

Ziarna jutra siać wśród pól...

Lecz mam w sercu ból.



Ach, niejeden bo już rok,

Zamiast słowa dał nam mrok.

I niejedna pieśń nadziei

Zmilkła, zgłuchła wśród zawiei.

Wśród zawiei srogich burz

Kwiat niejeden zwiądł nam już!



W głuchą ciszę leci głos,

Ni go łąka pełna ros,

Ni waszego zagon żyta

Szumem głosów nie odwita.

Ziemia w ciężkim leży śnie

I nie obudzi się



Gorzką falą płynie czas,

Jedna chwila zbliża nas...

Ledwo dłoń wyciągam zdołam,

Ledwo: Szczęść wam bóg! - zawołam,

Już nas rozniósł wicher zły,

Już zakryły mgły...



Tak tułaczej łodzi bieg

O rodzinny trąci brzeg...

Lecz wśród nocy i wśród ciszy

Nikt żeglarza nie posłyszy,

Gdy pozdrawia ziemię swą

Krzykiem - albo łzą.

sprawdź inne wiersze autora