Autor : Maria Konopnicka

Memu miastu

Wychowałeś ty mnie, grodzie,

Na swym chlebie, na swej wodzie,

Na tym chlebie z piołunami,

Na tej wodzie z memi łzami.



Wychowałeś ty mnie twardo,

Z myślą smętną, z duszą hardą,

Z carem w piersi, z łzą w źrenicy,

Na zadumie, na tęsknicy.



Nie słowika wykarmiły

Miody twoje i kołacze,

Lecz zazulę u mogiły,

Co pod chmurnym niebem płacze.



Nie wyrosłam tobie kwiatem,

Nie zabłysłam ci, jak gwiazda;

Lecz tułaczo poszłam światem

Z sierocego mego gniazda.



Słałabym ci teraz wieści

Z dalekiego kraju ducha,

Lecz za wiele w nich boleści

I noc wkoło nazbyt głucha!



Szumią fale starej Prosny,

Co rwie brzegi każdej wiosny;

Kipi serce krwią ostatnią

Za tą stroną, za tą bratnią!



W mrokach stoją stare mury,

Nad murami idą chmury;

Ach, daremnie, ach, bez końca

Ja i ty czekamy słońca!



Obesłałabym cię różą.

Białą różą i liliją;

Ale stoję tu pod burzą,

Ale wokół wichry wyją...



Wyją wichry, idą tuczo,

Górą słychać wrzaski krucze,

A tam nisko, tam na dole,

Step mogilny, głuche pole...



Bodaj my się z sobą byli

Nie żegnali na rozstaju!

Ptak, co puści się w zlej chwili,

Nie powraca już z wyraju.



Może jeszcze kiedyś przecie

Przełamię się z tobą chlebem;

Może usnę tak, jak dziecię,

Na twem łonie, pod twem niebem.



Szykujże mi tam gospodę

I dom cichy między swemi;

Na niewielką mą urodę

Dość - ci będzie garści ziemi!

sprawdź inne wiersze autora