Autor : Jerzy Liebert

Gusła nad źródłem

Wiatr z góry przypadł, pod wodę wionął.

Na dnie poruszył śpiewne wrzeciono...

Idę nad mową niewysłowioną.

Jasną po wierzchu, spodem zieloną.



Pod mchy brodate, pod pniów wykroty.

Pod moje stopy podpływa potok.

Na koło swoje, w swoje obroty,

Chwyta, nawija moje tęsknoty



Płynie pod słońce, wpada pod ziemię.

W skarpach cienistych płucze korzenie...

Wołani nań długim, czystym imieniem:

Źródło zaklęte, moje natchnienie!



Nigdy, do końca dni nic opowiem.

Że tutaj płyniesz, nic znajdę w słowie.

Żeś moje szczęście, żeś moje zdrowie

I bialopienna brzoza w mej mowie!



Choćbym ci wszystko we mnie zaprzysiągł,

Wierność do śmierci, miłość na dzisiaj.

Choćbym przystanął, nad tobą przysiadł -

Źródło pikietę. tv będziesz ciszą!



Chociażbym gusła czynił nad tonią.

Zaklinał wodę i sięgał po nią.

Słowa twojego nie schwytam dłonią,

Choć tak jest blisko, pluska pod skronią



Dokądże pokąd, po jakich stronach

Będziesz mnie wiodła, nim cię przekonam,

Nini cię namówię, jasnozielona?

Niewymówiona, niewysłowiona!

sprawdź inne wiersze autora