Autor : Jerzy Liebert

Moses Krumholc

Na rumuńskiej granicy,

W samym sercu Wyżnicy,

Moses Krumholc po dziadkach

Ma dom własny i tartak.



Za dnia kłód tartych zgrzyty,

Bierwionowe skowyty,

W szlochu tracza zajadłym

Desek spazm i drzew skamły.



Za to w wieczór świąteczny

Słychać w rynku szum rzeczny

I do okien Krumholca

Wpada światło miesiąca.



Ruski smęt kalinowy...

Ruś wyrusza na łowy,

Goni szumki i dumki...

Mosesowe frasunki...



Bo choć Moses rwachuje,

Drzewem dobrze handluje,

Deski w lejach pienięży:

Nie ma razy na księżyc!



W duszy ciemno i śpiewno...

Jakże zmóc taką rzewność?

I dylemat odwieczny:

Mój to smęt, czy szum rzeczny?



A i także po dziadkach -

Mozesowa zagadka:

Na pół płacz, na pół cichość -

Cetno w sercu czy licho?



Niby jasne - noc ruska,

Czeremoszski nurt pluska,

Chłodek rześki w ulicy:

Mieszka Moses w Wyżnicy.



Niby tak... tak... jest pewny,

Że ma tutaj skłąd drzewny,

Lecz najtrudniej jest właśnie

Rzecz tę sobie wyjaśnić.



Rzecz tę w sobie rozwikłać -

Bo to w Kutach na przykład

Też jest tartak jak tutaj,

A to przecież jest w Kutach...



Też jak tutaj o zmierzchu

Rude rogi na wierzchu,

Szumy rzeczne pod traczem...

Coś to tak... coś inaczej...



Ta uparta wątpliwość,

Wrogi, przemożny żywioł,

Moseseowy niepokój -

Czyha złe na obłoku...



Gdyby Dawid już dorósł,

Zmógłby licho wieczoru,

Moses mógłby odpetchnąć...

Dawid - pejsate cetno!



Zmógłby czay czerwieńskie

I słabości niemęskie -

Smęt ruskiego miesiąca,

Smęt Mosesa Krumholca...



Spływa błogość spod powiek...

Co to będzie za człowiek,

Byleby się uchował.

O, nadziejo kwietniowa!



Śpiewno w duszy i zewno -

Jakże zmóc taką pewność?

Krąży głowa zawrotnie...

Nie masz sił... Lament w oknie...

sprawdź inne wiersze autora