Autor : Jerzy Liebert

Przymierze

O kiedyż z ziemi twardego rdzenia

Na sprawy nasze zgodę dobędzicm,

Na słowa z ciebie, na słowa ze mnie -

Jakimż wysiłkiem, jakimż narzędziem?



Przecież jednako skrzypi w nas, gnie się

I trzeszczy dzień nasz - jabłoń garbata,

Owoce cierpkie w piersiach obraca

Gnatem korzennym nogi oplata



Przecież Jednako na nowe lata

Nasiona bólu łuskamy z siebie -

Najulro twoje, na jutro moje.

Na nasze jutro o lepszym drzewie



O, kiedyż, matko, plon wykołyszesz,

Nadzieją wzejdziesz, dojrzała tryśmesz

Ziarnem spod kości, spod krwi - przymierzem

I koniczyna o czworoliścm.



Niechaj porosmc, mecha wygładzi

Żywoty nasze szyte i rwane.

Nad twoim domem, nad domem moim,

Niechaj się przyjinic dobry poranek



Uderzy niebem, zapachnie wiatrem.

Zadzwoni wilgą w bliskie] olszynie.

Byśmy się. wrogu mój. me wstydzili

Świerszcza o zmierzchu znaleźć w kominie



Abyśmy z mowy, co w żyłach płynie,

Zielone słowa, oliwne wzięli.

Gałązki młode, pędy kwietniowe -

Pierwsze nadzieje tej ziemi



Niechaj wołają w wiosennym szumie.

Ze blizny nasze w ziołach wygoim,

Ze będziem przecież miłymi gośćmi.

Ty w słowie moim, ja w słowie twoim.

sprawdź inne wiersze autora