Autor : Jerzy Liebert

Słowacki

Gdy z ziemi cudzej wreszcie dobyty,

Popłyniesz ku nam rzecznym korytem,

Na progu staniesz, swoich przywitasz -

Na pewno wtedy będziesz się pytał



Jakżeście żyli, jakże się działo,

Gdy z każdej miedzy w oczy wam wiało,

Lęk nieustanny, niepokój miałem.

Czy w domu wszystko, czy w domu cało



Kiedym was odbiegł, chodziłem wokół

Po różnych krajach z płomieniem w oku,

Nie mogłem spocząć, powstrzymać kroków,

Jednego tylko tęskny widoku



Gdy ku domowi zwracałem głowę.

Widziałem nad mm chmury gradowe,

Zwały kroczące, ciemno-wiorstowe

Chciałem je moim odpędzić słowem



Chciałem wam chociaż z daleka pomoc -

Biegłem naprzeciw gońcom hiobowym,

Z chmurą, stuwichrem przy blaskach gromu

Walczyłem w barwach naszego domu



Myślałem błędny, ze ktoś z domowych

Podsłucha moje z sobą rozmowy,

Niedomówionc słowa podpowie,

Wichry, sny czarne zdejmie mi z powiek



Cudowna wodę rod/innych dolin

Do ust przyłoży, z czarów wyzwoli

Ze wyprowadzi z zaklętych stolic

Na drogi dobrze znanych okolic



Tam mi doręczy ziele nad zioła,

Przed którym nic się oprzeć nie zdoła

Daremniem czekał... W kredowe koła

Wdarł się sen wielki, sen mnie pokonał



I śniło mi się. ze gdy grom zamilkł,

Przyszli mnie szukać, idąc śladami,

Ze wracam wreszcie godzić się z wami.

Odnaleziony między słowami



I w wieczność moją, w mój sen głęboki

Wbiegły wiślane szepty, potoki,

I sam widziałem moje obłoki

Odbite w wodzie - trudy wysokie.

sprawdź inne wiersze autora