Autor : Jan Andrzej Morsztyn

Do galerników

Strapieni ludzie, źle się z wami dzieje,

Lecz miłość ze mną okrutniej poczyna:

Was człowiek, a mnie silny bóg zacina,

Wy macie wyniść, jam bez tej nadzieje.



Was spólne słońce, mnie własny jad grzeje,

Was pręt od grzbieta, mnie z serca zacina,

Wam nogi łańcuch, a mnie szyję zgina,

Wam ręka tylko, a mnie dusza mdleje.



Was wiatr, a mnie ból ciska na przemiany,

Was prawo, mnie gwałt trzyma w tym więzieniu,

Wam podczas sternik sfolguje zbłagany,



Ja darmo czekam ulgi w uciążeniu.

A w tym jest mój stan nad wasz niewytrwany,

Że wy na wodzie, ja cierpię w płomieniu.

sprawdź inne wiersze autora