Autor : Kazimierz Przerwa Tetmajer

Czarodziejskie łabędzie

I

Słońce ruzwiane w przestrzeń, jak wiatr złoty spada

poza zębami skały, a po drugiej stronie

ścielą się nad wąwozem śniegu białc tonie

i zwiewna, ziotna, spłynna poema modro-blada.



A wszystko obejmuje niebo, wszystko wpada

w głąb cichą, lila-modrą... Czas idzie; już tonie

w rdzawo-fiolctowy dym na nieboskłonie

stoczę gór i na śniegach mrok szafiru siada.



Tylko za grzbietem skały złoty i płomienny

trwa obłok, jakby pożar szałał tam poza nią

patrzę: wzrok ini się zwolna staje mglisty, senny



wymalowane cuda jawią się za granią:

świat powietrzny, od świata ziemi tak odmienny...

Łabędzi z ognia sznury wiszą nad otchłanią...



II

Czarodziejskie łabędzie z ognia, widnie mnie-li

Jednemu, mnie-li śpiewne - a ich głos: to dzika

fletów w szalonym wichrze tańczących muzyka...

Ja jeden je tam widzę - w błękitu topieli...



Unoszą się na skrzydłach, jak grzmotu anieli -

ich pieśń drżeniem świat cały dokoła przenika -

lecz ich sznur leci w pomrok, odlatuje, znika -

jak spojrzeć: świat w śniegowej niebieskiej zaścieli.



Czarodziejskie łabędzie z ognia - krótkotrwała

igraszka smutnej myśli: ciężkiej, ołowianej

chmury przeblask słoneczny... Dusza się wyrwała



w swój dawny ogród widzeń, dawno zapomniany -

i sonetu melodja znowu mi zagrała

i spojrzałem na kopce życia - czy kurhany...

sprawdź inne wiersze autora