Autor : Kazimierz Przerwa Tetmajer

Dla rymu

I

Kocham cię, światło! Na moje źrenice

zlewasz się falą; nurzam się w niej, tonę,

oczy ku tobie wznoszę roztęsknione,

na twej jasności promienną mgławicę.



Kocham cię, jasna! Patrzę na twe lice,

oczu szafiry rzęsą ozłocone,

na krasę twoich ust - patrzę i płonę,

tym więcej pragnąć, im więcej się sycę...



Kiedy mię światło fala opromienia,

zda mi się, czuję twoje uściśnienia,

a gdy w ramiona ciebie, jasna, chwytam:



Cała mi światła płonie świat ozdoba

i sam już nie wiem i sam siebie pytam:

czyś ty jest światłem? czy światło jest tobą?



II

Pójdziemy razem na gięte przełęcze

obłękitnionych gór nad morską tonią;

pójdziemy słuchać jak w oddali dzwonią

fale od skał się rozbryzgując w tęczę.



Pójdziemy patrzeć jak się na pajęcze

lotne mgieł łodzie blaski słońca kłonią

i za okrętów białym żaglem gonią,

za ciemne morskich rubieży obręcze.



Pójdziemy patrzeć, kędy wśród lazuru

marzącej wody Capri się promieni

błyszcząca ściana skalistego muru...



Serca nam usną, a dusze zatoną

w jakiejś niezmiernej, świetlanej przestrzeni,

w słonecznych omdleń ciszę nieskończoną...



III

A kiedy będziesz moja żoną,

umiłowaną, poślubioną,

wówczas się ogród nam otworzy,

ogród świetlisty, pełen zorzy



Rozwonią nam się kwietne sady,

pachnieć nam będą winogrady,

i róże śliczne i powoje

całować będą włosy twoje.



Pójdziemy cisi, zamyśleni,

wśród złotych przymgleń i promieni,

pójdziemy wolno alejami,

pomiędzy drzewa, cisi, sami.



Gałązki ku nam zwisać będą,

narcyzy piąć się srebrną grzędą

i padnie biały kwiat lipowy

na rozkochane nasze głowy.



Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,

niezapominajek i bławatów,

ustroję ciebie w paproć młodą

i świat rozświetlę twą urodą.



Pójdziemy cisi, zamyśleni,

wśród złotych przymgleń i promieni,

pójdziemy w ogród pełen zorzy,

kędy drzwi miłość nam otworzy.



IV

Idą błękitne, ciche, zamyślone

przez sfer milczące skrysztalone tonie,

lotne jak blaski, powiewne jak wonie,

idą błękitne, ciche, zamyślone -



idą błękitne, ciche, zamyślone,

gdy śnieg w miesięcznym seledynie płonie

i góry błyszczą w szafirów oponie,

idą błękitne, ciche, zamyślone...



idą błękitne, ciche, zamyślone,

jak przez wikliny ponadbrzeżne wiotkie

światła słoneczne z wody, jasne, słodkie,



jak z dali fletów dwa dźwięki pastusze:

ku sobie nasze rozkochane dusze

idą błękitne, ciche, zamyślone.



V

Widzę kraj jakiś w oddali, w oddali,

kraj z mgły przejrzystej, z rozkołysań sosny,

z letnich południ i z porannej wiosny,

z cisz szmaragdowych na łąk ciemnej fali,



z blasków, gdy słońce morze rozpali,

z majowych nocy zadumy miłosnej,

z drgnień dzwonków polnych, z rozmowy półgłośnej

limb zamyślonych wśród milczącej hali...



Widzę kraj taki jak przez modro-złotą

gazę, co wiesza się na młodym gaju,

drżąca i cicha, pajęcza i zwiewna...



To kraj twej duszy, z tego ona kraju,

obłękitniona mych marzeń tęsknotą

spłynęła ku mnie, promienna i śpiewna...

sprawdź inne wiersze autora