Autor : Kazimiera Zawistowska

Magdalena

Drobną stopą zdeptawszy syryjskie purpury

Słuchała nieruchoma, przegięta niedbale

Owych pieśni śpiewanych ku jej ciała chwale

W świetlicy obwiedzionej kwiecianymi sznury.



Lecz z jej oczu jak tygrys, co ukrył pazury,

Już dziki szał, przyczajeń, zrywał się zuchwale

I ust zniżał dyszące, wilgotne korale,

I rozpalał łaknących ramion jej marmury.



I blada pod złoconych warkoczy promieniem

Z piersi, z bioder, szat więzy zerwała i kwiaty...



Lecz nagle przez jutrzniane różowe poświaty

W jej rozwarte od trwogi i lęku źrenice

Jak mistyczny krąg światła wejrzy blade lice,

Krwawe skronie owite cierni obramieniem.

sprawdź inne wiersze autora